Szarość

Autor: Piotr Szewczyczak

Prosta jak od linijki linia drogi prowadzi nas na wschód, wokół płaska pustka, w oddali widać ścianę lasu, otaczają nas szarobure pola, zmiętoszone późną jesienią łąki… gdzieniegdzie pojedyncza chałupina, krowa..

Wdrukowane w głowę przez nasz kochany system edukacji  słowa, same cisną się na usta… „Litwo, ojczyzno moja….”  swoją drogą kiedy to było i kto jeszcze by się dzisiaj  pod tym podpisał.

Jesienny krajobraz otacza nas i przytłacza, wiosną lub latem musi tu być pięknie i kolejna klasyka pod powiekami…

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,

Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi..

… no ale nie mamy lata ani wiosny.

Powoli zbliżamy się do celu, witają nas szare wielkopłytowe bloki, które wszędzie wyglądają tak samo czy to Kowno, Koszalin, Ostrowiec Świętokrzyski  lub choćby Warszawa… no może poza wyjątkiem Żywca.

Wita nas kakafonia dźwięków,  szum ulicznego ruchu, natarczywe i drażniące odgłosy alarmów samochodowych,  klaksonów  a w oddali słychać ujadanie psów.

Ostatnie 300 metrów pokonujemy w całym sprzęcie, brodząc po kostki w lepiącej i wciągającej breji błota, każdy (no może prawie każdy…) taszczy na grzbiecie kilkadziesiąt kg niezbędnego wyposażenia.  Wreszcie doceniam, że mamy jesień … otaczają nas kikuty obeschłych już łodyg barszczu Sosnowskiego …. ta … latem naprawdę musi tu być pięknie.

Odgłosy miasta nie milkną, towarzyszą nam przez całą wędrówkę, wreszcie docieramy do celu.

Wchodzimy w ciemność tunelu, odgłosy świata przycichają aż w końcu zamrą zupełnie. Jesteśmy w innym świecie, za chwilę zanurzymy się w ciemnej jak asfalt powierzchni zalegającej tu wody, zamknie się nad nami, uwalniając nas od zewnętrznego świata.

Obejmuje nas mrok,  zatapiamy się w zimny i nieprzyjaznym świecie, w świetle latarek przy wtórze odgłosów wydychanych bąbli powoli wyłaniają się i wyostrzają kontury i zarysy kształtów Obiektu nr VIII…

No dobra poniosło mnie ale i tak była fajnie :)

Nigdy bym nie uwierzył, że można zrobić w pełni satysfakcjonujący kurs cavern’owy nad polską Hańczą a jednak da się :).

Cztery dni intensywnej pracy, wykłady od rana do nocy, w między czasie ćwiczenia powierzchniowe oraz „zabawy’ pod wodą i to wszystko zwieńczone wypadem do Kowna do zalanych kazamatów carskich jeszcze fortów. Bardzo fajne przeżycie, pełne nowych doświadczeń i zdobytej wiedzy.

Same forty może nie powalają ale są dobrym miejscem do postawienia pierwszych kroków overhead, dając pełną gamę wszelakich niespodzianek, od zerowej widoczności po zmagania z całą pajęczą  oplatających poręczówek 😉

Nad szczegółami nie będę się rozwodził, niech każdy sam przekona się jakie niespodzianki przygotowali organizatorzy, z mojej strony zachęcam każdego kto chciałby bez konieczności dalekich zagranicznych wojaży przekonać się jak to jest w tym… „ zimny i nieprzyjaznym świecie ” overhead w polsko-litewskich realiach.

Podziękowania dla Lucyny, Błażej i Seby za wartościowe zajęcia i ćwiczenia a dla Kamila, Bartka i niezastąpionego Macieja za współtowarzystwo w „niedoli’ 😉


Komentarze są zamknięte.