Pierwszy krok do wielkiej ciemności

Autor: Radomir Fluda

Cała historia zaczęła się tak:
„Słuchaj – powiedział Jarek (szef bazy Banana Divers nad jeziorem Hańcza), w przyszłym tygodniu organizujemy w bazie kameralny kurs jaskiniowy, może masz ochotę? ”
-Właściwie, po co mi to szkolenie, ten plastik? Czy wybieram się do jakiejś jaskini …?
-Czy pociągają mnie zimne i ciemne, ciasne szczeliny wydrążone w ziemi, skale przez wodę i czas? -Czy chcę narażać się na stres związany z nurkowaniem „pod sufitem” bez możliwości awaryjnego wynurzenia? Przerażające filmowe historie o jaskiniach pełnych ślepych, krwiożerczych albinosów czyhających na grotołazów czy sceny z filmu Sanctum, choć fikcyjne, dodatkowo dodawały smaczku.

   Te pytania nie dawały mi spokoju od kilku dni. Kiedy pojawiłem się nad ranem w bazie i zobaczyłem jak Sebastian w bazowym ogródku przygotowuje ze „sznurka” trasę dla Guni (Agnieszki) pomyślałem – interesujące, ciekawe czy dałbym radę? Widząc Agę przemierzającą w ciemnej masce kolejne punkty myślałem jak zachował by się ktoś taki jak ja w trudnej sytuacji? Jak zareaguję na kompletny brak widoczności? Błażej widząc moje zainteresowanie zaproponował abym założył ciemną maskę i spróbował. No cóż, jest okazja, aby to sprawdzić. Po kilku sekundach widziałem, że to może być super doświadczenie uczące opanowania i ogarnięcia swoich lęków rozwiania ewentualnych wątpliwości.

   Podczas trzech dni kursu miałem okazję sprawdzić w praktyce moje reakcje na różne bodźce nieznane dotychczas, obserwację zachowań innych nurków działanie instynktu. Nauka porozumiewania się z partnerem, jak prosić i dzielić się we właściwy i bezpieczny sposób powietrzem, jak sygnalizować problem w warunkach totalnej utraty widoczności to nowość, która może okazać się bardzo przydatna w wielu sytuacjach awaryjnych w tradycyjnym nurkowaniu. Dowiedziałem się jak bezpiecznie dla siebie i innych kłaść i zwijać „ten sznurek” jak jest ważny i że to poręczówka, od której zależy życie nasze i innych, jak się z niej wyciąć w razie zaplątania bez utraty kontaktu z nią i jej ciągłością wreszcie jak odnaleźć poręczówkę w kompletnej ciemności. Liczne awarie pozorowane lub wywoływane przez instruktorów w najmniej odpowiednich momentach uświadomiły mi, że najważniejsze są spokój i opanowanie, że każde nurkowanie może okazać się niebezpieczne, jeśli zostanie niewłaściwie przygotowane, że wymaga skupienia i uwagi, ale jest też okazją do ćwiczeń, które w przyszłości mogą znacznie zmniejszyć ryzyko wystąpienie wypadku nurkowego. Wszystkie ćwiczenia były przeprowadzone w zimnej wodzie na głębokości do 10 metrów niejednokrotnie z ciemną maską, najdłuższe nurkowanie trwało 90 minut! Nie muszę chyba wspominać o tym, że często okazywało się, że wykonanie najprostszego węzła w tych warunkach czy oswojenie się z chochlikami, które płatał umysł nie było łatwe, wszystko to sprawiało, że miałem okazję poczuć stres, powoli go zaakceptować i oswoić się z nim, co było znacznie prostsze dzięki obecności czujnych instruktorów dbających o właściwy i bezpieczny przebieg ćwiczeń.

   Szkolenie to też masa prezentacji teoretycznych, przedstawionych w bardzo przystępny i przyjazny sposób. Dotyczących speleogenezy, speleologii, niebezpieczeństw i pułapek, budowy jaskiń, skrócone info o kartowaniu, historii nurkowania jaskiniowego, planowanie i rozporządzanie gazami, właściwego doboru sprzętu i wyposażenia oraz dopasowania go do indywidualnych i specyficznych potrzeb naszego nurkowania i eksploracji. Filmy prezentujące fantastyczne przykłady jaskiń, formacji skalnych – pięknych miejsc, tak rzadko odwiedzanych przez ludzi.

   Zwieńczeniem kursu było nurkowanie w zatopionym forcie w litewskim Kownie położonym około 150 km od Hańczy. Miejsce to jest bardzo interesujące pod względem nurkowym i historycznym. Daje możliwość poznania charakteru nurkowania jaskiniowego: trudny, błotnisty teren pełen wzniesień, parking położony około 300 metrów od wejścia do zalanego korytarza fortu – logistyka związana z przeniesieniem sprzętu i przygotowaniem się do nurkowania(to nie ubieranie się na brzegu z ławeczki czy bagażnika samochodu) Zatopione, ciemnie nierzadko ciasne korytarze są pełne pułapek, zawalisk, studni i artefaktów, które pozostały i świadczą o tym, że nasza „jaskinia” jest dziełem ludzkich rąk, niedawnej obecności człowieka, co nie ukrywam, działało na mnie uspakajająco. Całość była ciekawym doświadczeniem pozwalającym zobaczyć coś zupełnie nowego, oporęczowane korytarze z krystalicznie czystą wodą, która w mgnieniu oka może zmienić się w zupę, w której nie widać nic na więcej niż 10 cm. Zróżnicowany charakter korytarzy sprawia, że momentami faktycznie robi się jaskiniowo. Nie zapominajmy o nowych znajomościach nawiązanych podczas kursu.

Nowym Znajomym i Instruktorom pragnę podziękować za doskonałe towarzystwo. Błażej, Seba dzięki za ciekawą do tej pory nieznaną, ciemną wiedzę tajemno-jaskiniową 😉 .


Komentarze są zamknięte.